sobota, 28 maja 2016

Oczy niebieskie życie królewskie, oczy czarne życie marne, czyli Święto Trąbek Marty Masady





"A Ty, Zosiu, co byś chciała dostać na Boże Narodzenie od Świętego Mikołaja? - jak każdego z klasy zapytała mnie demoniczna katechetka w roku, w którym miałam przystąpić do pierwszej komunii.
- Ja? Ja bym chciała zostać Żydówką, proszę pani - odpowiedziałam bez wahania, wywołując zamieszanie (...).
Nic dziwnego. Za sprawą opowieści Stanisława już jako kilkulatka sądziłam, że Żydzi to jacyś mędrcy, czarodzieje, superbohaterowie obdarzeni wieloma talentami, którzy polegli w starciu z niszczycielską siłą zła."

Tytuł powinien chyba brzmieć "Jak nie chciałam być gojką" - zaraz dowiecie się dlaczego.

Narratorką i bohaterką książki jest teatrolożka Zula (Zofia) Pogorzelska. W dzieciństwie straciła mamę i babcię więc jej wychowaniem zajął się dziadek Stanisław - były więzień obozu koncentracyjnego. Chowana przez doświadczonego bardziej śmiercią niż życiem dziadka nie była zwyczajną dziewczynką bawiącą się lalkami w dom. Zamiast zabawek dostawała dzieła zebrane Platona, a lalkę barbie od razu ogoliła na łyso i zamiast w dom, bawiła się w obóz...

Wojna była głównym punktem odniesienia jej rzeczywistości. Wojna - jej główna bohaterka i mentorka. "Wojenka, którą noszę we krwi jak silne geny, która trwa we mnie w najlepsze i werblem wygrywa czujny rytm mojego serca". Opowieści z czasów holocaustu były dla niej tym, czym dla innych wieczorynki. Była silnym, niepłaczącym dzieckiem gotowym na wojnę, która przecież jak mówił jej dziadek - zawsze może nadejść. Niestety Stanisław umiera, a z twardej Zuli z procą stała się rozedrganym bachorem ryczącym w niebo głosy bez przerwy. Bachorem obsesyjnie poszukującym miłości, w każdym aspekcie chcącym odkupić winy holocaustu - nie jest żydówką przez co czuje się winna zagłady Żydów...(sic!). Więc w kim się zakochuje?


Tylko i wyłącznie w Żydach. Pierwszym jest dużo starszy Roman (reżyser), z którym łączy ją toksyczne love-hate relationship - i hate you, dont leave me. Kolejnym wybrankiem i prawie mężem jest rzeźbiarz Rafael, bardziej zakochany w swojej matce niż Zuli. Następnie zawiązuje dziwną relację z rysownikiem Urim... 

Obsesja holocaustu, obsesyjne i bezgraniczne miłości, pustka wypełniana wyuzdanym sexem, setki połkniętych pastylek xanaxu - totalny rollercoaster. Współczesna Marilyn Monroe, dla której miłość ma tylko słony smak łez.

Balansowanie między górkami euforii a dołami depresji. Może się mylę - nie jestem psychologiem czy psychiatrą - ale mam wrażenie, że Zula to książkowy przykład osoby cierpiącej na borderline - choć w książce ani razu nie pada takie stwierdzenie. Książka mocna, hardcorowa, bezpruderyjna. Bardzo bardzo warto przeczytać i czekam niecierpliwie na kolejną powieść Masady. 
 
"Oczy niebieskie życie królewskie, oczy czarne życie marne..."




2 komentarze:

Ilona - chillife.pl pisze...

Interesujące. Ale nie wygląda na banalną książkę, więc chyba muszę się powstrzymać do bardziej swobodnego czasu, zanim zacznę o niej myśleć.

Paulina K. pisze...

Wydaje się ciekawa :) może kiedyś ;)
https://reading-mylove.blogspot.com